wilcza-howl.blog
Przeniesienie na adres:Rasia

I serdecznie zapraszam!
wilcza
2005-10-09 18:25:02 >>skomentuj(0)


Z*** jest bardzo dobrym człowiekiem. Poczciwość, otwartość, wyrozumiałość aż emanują od niego niespotykanym blaskiem. Mieć takiego przyjaciela to skarb. Być u boku takiego mężczyzny to niesłychane szczęście i dar od Boga. Dar ale za co? Ani jednym kawałkiem życia nie zasłużyłam na taki prezent, aby ktoś tak mnie szanował i do tego stopnia liczył się ze mną. Bardzo trudno jest człowiekowi uwierzyć, że Pan Bóg może dać coś za darmo. A On przecież wszystko ofiarowuje za freeko, za nic... Nie do wiary, prawda? Przecież rodzimy się nadzy i bezbronni, a on dba o nas od samego poczęcia, a może i wcześniej... Tyle razy chciałam Boga przekupić płytkimi obietnicami: "Panie Boże zrobię to i to, a w zamian Ty daj mi to i siamto, ok?" Ale tak naprawdę to, co ja mogę Bogu ofiarować prócz moich grzechów. I właśnie tego chciał ode mnie Chrystus! Moich grzechów, aby mógł ponieść je na krzyż, aby mnie odkupić, aby po raz kolejny dać mi świadectwo Bożej łaski, poprzez Swoją męczeńską śmierć. A mnie to guzik obchodziło. Bo byłam gotowa oddać wszystko, prócz grzechów. I jak ten kołek chodziłam sobie na Święte Mszyczki tylko po to aby przestać kolejne 45 minut i zobaczyć księży. Żałosne! A kiedy znaczna część osób zmierzała do Komunii, nawet nie drgnęłam, nawet mi przez myśl nie przeszło, że no chyba wypadałoby coś z tym swoim losem zrobić. Na szczęście, człowiek nie musi szukać Boga bo, to Pan Bóg zawsze szuka Swojego dzieła, i tylko ode mnie zależało czy chciałam się dać odnaleźć, czy też nie. Problem tkwił w tym, że od momentu śmierci Jana Pawła II coś we mnie pękło... Rozerwała się jakaś uprząż ograniczająca moje ruchy, z oczu opadły zaślepiające klapki. Jakaś Msza, jacyś ludzie, jakieś słowa... Wszystko rozgrywało się poza mną, ale z drugiej strony chciałam aby ktoś mnie dostrzegł, moje łzy, moją samotność. Bo płakałam nad moimi grzechami, i z bezsilności... Nie mogłam przyjąć sakramentu pojednania, bo wstając od konfesjonału zapewne wysłałabym sygnałka, bądź SMSa do Z***, a to byłoby oszustwem wobec rodziców. Brakowało mi postanowienia poprawy, ale żal za grzechy już był... w dodatku bardzo gorzki... W ten właśnie wtorek, pierwszy po śmierci Karola Wojtyły, kiedy znaczna część osób w mieście, w Polsce i nie tylko układała krzyże i serca ze świec dla upamiętnienia czynów papieża, ja modliłam się. Modliłam się pierwszy raz w życiu! Tak naprawdę to... do tej pory nie umiałam kochać... Nie kochałam nikogo na świecie, a jeśli nie ma się miłości wobec bliskich, których możemy zobaczyć, to czy można mówić, ze się kocha Pana Boga, którego się nie widzi? Nie było we mnie ani krzty miłości, tylko emocje. Dwa dni wcześniej miała miejsce niedziela Bożego Miłosierdzia, którą ustanowił Jan Paweł II. Prosiłam o pomoc Boga poprzez wstawiennictwo papieża. I Pan Bóg powiedział mi dokładnie, w każdym szczególe, co powinnam teraz zrobić, aby pójść za Nim... Miałam powiedzieć o wszystkim mamie i nie kontaktować się z Z***. I to była dla mnie niesamowita lekcja miłości. Mama i Z***... Do tej pory wydawało mi się, że skrzywdzę mamę, kiedy się przyznam do kontaktów z Z***, oraz że Z*** będzie czuł się oszukany, gdy zaniecham kontaktów. A Bóg właśnie takie kroki mi podsunął. I nareszcie, po prawie 18 latach zrozumiałam, że miłość to nie są te motylki w brzuchu, to nie jest pranie, sprzątanie i usługiwanie, to nie są dzieci! Miłość to odpowiedzialność za człowieka, aby jego życie było wolne od grzechu, było blisko Boga. To nie ważne, czy będziemy razem z Z*** budować wspólną rodzinę. Celem naszego doczesnego istnienia jest Niebo! Nie wiadomo jak nasze drogi się potoczą, ale Bóg skrzyżował nasze ścieżki aby nauczyć nas oboje prawdziwej miłości, rozumianej po Bożemu, a nie po ludzku. Krzywdą dla Z*** były grzechy z mojego powodu, chociaż rozum podpowiadał inaczej. Wtedy po raz pierwszy zrozumiałam słowa modlitwy "Ojcze Nasz", po raz pierwszy mówiłam je od siebie, a nie klepiąc na pamięć. I już miałam wychodzić, smutna, rozbita, bo moja droga, którą odsłonił przede mną Pan wydawała mi się nie do przejścia. Ale jeszcze raz spojrzałem na obraz siostry Faustyny z Jezusem Miłosiernym, a tam pod spodem jest taki napis: "Jezu, ufam Tobie". Jej... Czyli to wszystko jest takie proste, zaufać... Dostałam, od Boga obietnicę, że wszystko będzie ok, jeśli zaufam w pełni. I jeśli zaufam, to Jego jarzmo i brzemię będą dla mnie lekkie i słodkie!! Tylko, że ja jeszcze chciałam ufać sobie! Bóg. On i ja. Jego siły we mnie!




wilcza
2005-06-26 10:26:08 >>skomentuj(9)